Dodano:

0
Kategoria: Dieta

Od czasu do czasu każda z nas ma ochotę sięgnąć po ulubionego hamburgera czy urodzinowy tort babci i zapomnieć na chwilę o unikaniu cukrów czy smażonego jedzenia: jak często możemy pozwolić sobie na cheat meal i jak „oszukiwać” z głową?


Czym jest cheat meal?

Jak sama nazwa wskazuje, „oszukany posiłek” to danie, które (często drastycznie) odbiega od zasad stylu żywieniowego czy diety, których trzymamy się na co dzień. Najczęściej jest wysokokaloryczny i przyjmuje formę tłustych hamburgerów bądź też wielkich, ociekających śmietaną ciast. Nie raz możemy spotkać się z gwiazdami sportów sylwetkowych czy popularnymi modelkami fitness, którzy na instagramie dzielą się zdjęciami swoich apetycznych, choć nie do końca zdrowych posiłków o gargantuicznych rozmiarach i z pewnością bardzo wysokim indeksie glikemicznym. Czasem, oprócz cheat meal, który oznacza jeden „oszukańczy” posiłek, możemy się spotkać z pojęciem cheat day, czyli całym dniem niepohamowanego obżarstwa, kiedy to znani kulturyści czy sztangiści opychają się wieżą złożoną z naleśników, pizzy, burgerów i ciast czekoladowych. Takie orgie jedzeniowe z pewnością przerastają możliwości wielu z nas.


Kiedy cheat meal ma sens?

Kiedy podążamy za zdrową, dobrze zbilansowaną dietą, unikamy tłuszczy trans i rafinowanych cukrów, a na co dzień pilnujemy się w kwestii doboru nieprzetworzonych produktów, często omijają nas słodkości na imprezie komunijnej czy wypady ze znajomymi na grilla. Trudno kontrolować swoją dietę, kiedy spotkania z kumplami muszą się odbywać przy rytualnym piwku i kebabie czy innym fast-foodzie. Jednak od czasu do czasu (powiedzmy raz na miesiąc) możemy pozwolić sobie na kawałek tortu i grillowane żeberka z sosem BBQ oraz belgijskimi frytkami. Problem pojawia się, kiedy cheat meal zamienia się w cheat week, bądź kiedy dietetyczne odstępstwa stają się powoli regułą.

Idea cheat meal ma sens wówczas, kiedy poza nim nasza dieta jest dobrze zbilansowana, zdrowa i odżywcza, słowem, kiedy na co dzień jemy praktycznie perfekcyjnie. Widując apetyczne zdjęcia fitcelebrytów opychających się pizzą, często zapominamy o tym, czego nie widać: o miesiącach wyrzeczeń, ścisłego jadłospisu ustalonego przez dietetyka i walki z apetytem na bajgle czy muffinki. Podczas diety redukcyjnej i restrykcji kalorycznych (np. przed zawodami) metabolizm czasem zwalnia, próbując dostosować się do działania na mniejszej ilości paliwa; obniża się również poziom leptyny. Cheat meal pomaga zresetować nasz metabolizm (który czasem lubi zmianę i niespodzianki), na nowo podkręcić przemianę baterii, jak również przełamać stagnację treningową czy zwiększyć poziom zapasowego glikogenu. Dla większości umiarkowanie aktywnych Kowalskich, szczególnie tych, którzy walczą z nadwagą, nie jest jednak niczym absolutnie koniecznym. Moda na cheat meal rozwinęła się w szczególnych kręgach, np. u amatorów sportów sylwetkowych, i nie ma potrzeby na siłę aplikowania jej do jadłospisu przeciętnej osoby pragnącej zrzucić kilka kilo.

nie możemy robić sobie cheat mealu zbyt często

Główne zasady i zalety okresowego cheat mealu

No dobrze – powiedzmy, że na co dzień odżywiasz się zdrowo i nie masz sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o dietę. Czy w takim wypadku cheat meal może ci zaszkodzić? Z pewnością stosowany z rozwagą nie pogrąży twojej sylwetki, a nawet może w pewnym sensie zadziałać pozytywnie na organizm i przede wszystkim twoją psychikę. Trzymając się wymagającej i restrykcyjnej diety, wprowadzamy nasz organizm w stan pewnej równowagi hormonalnej, stabilizujemy poziom greliny, leptyny i insuliny. W takim wypadku pojedynczy, oszukańczy posiłek dodatkowo podkręci metabolizm (organizm będzie musiał uporać się z dodatkową dawką węglowodanów) i zagwarantuje wyrzut endorfin. Pamiętajmy jednak, iż taki posiłek powinien być zamiennikiem jednego dania i nie powinien dostarczać nam więcej niż około tysiąc kalorii na raz: nie ma tutaj mowy o obżarstwie do maksymalnego zapchania przez cały dzień. Poza jednym, „oszukanym” posiłkiem, nasz jadłospis powinien wyglądać tak jak zwykle. Pamiętajmy jednak, iż tego typu odstępstwo nie może stać się stałym elementem diety i nie powinniśmy stosować go częściej niż powiedzmy raz na 2 tygodnie: również w początkowej fazie redukcji lepiej nie dawać sobie od razu pozwolenia na „oszukiwanie” i zaadaptować najpierw organizm do nowego trybu żywienia. Stosowane z rozsądkiem cheat meals znajdą jednak miejsce w jadłospisie zarówno osób budujących masę mięśniową, jak i tych pragnących zgubić tkankę tłuszczową. Powinny być jednak pewnego rodzaju „resetem” przed zawodami czy po tygodniach „czystego jedzenia”, pewnym świątecznym rytuałem, a nie rutyną.


Niebezpieczeństwa kryjące się za cheat mealem

Idea cheat meal ma również swoje ciemne strony: nie próbuje odzwyczaić nas od jedzenia tłustego czy niezdrowego i utrwala przekonania, iż jest to coś „wartego” poświęceń czy długich tygodni diety i wyczekiwania na zakazany owoc. Umieszczając regularnie „cheat meal” w naszym menu utożsamiamy atrakcyjne i pożądane jedzenie z pewnym tabu, zamiast czerpać taką samą przyjemność z jedzenia zdrowych i dobrze zbilansowanych posiłków na co dzień. Być może lepszą opcją są białkowe ciasteczka czy też np. alternatywne burgery ze świeżymi warzywami i własnoręcznie zrobionym sosem, niż rzucanie się na wysokoprzetworzone jedzenie? Kolejną sprawą jest kwestia przyzwyczajenia naszego organizmu. Czasem po radykalnej zmianie nawyków żywieniowych na zdrowsze nagłe „zaskoczenie” go posiłkiem będącym pełną tłuszczy trans bombą kaloryczną i węglowodanową może skutkować nieprzyjemnymi problemami trawiennymi. Równie dobrze możemy zdać sobie sprawę, iż po oszukańczych posiłkach czujemy się ociężali i mamy wyrzuty sumienia: nie ma sensu wtedy na siłę wprowadzać ich do menu. Choć niektórym okresowy cheat meal daje pozytywnego motywacyjnego kopa do trzymania się diety i frajdę ze zjedzenia czegoś niezdrowego z bliskimi, jeśli czujesz się źle nawet po jednodaniowym obżarstwie, być może nie warto sobie zawracać nim głowy. Znacznie lepszą opcją jest np. włączenie nawet co drugi dzień kostki gorzkiej czekolady do swojego jadłospisu, niż zjadanie raz na tydzień ogromnego ciastka z cukierni o nieznanym składzie.